czwartek, 28 lutego 2013

bo z Ewą ćwiczyć ( się ) chcę!!!!

10 dni:)
Wiecie jak to jest?
Noworoczne postanowienia!
W tym roku się uda!
Nie poddam się!

Badania pokazują ( nie wiem kto je robił, usłyszałam w radio), że 28 stycznia większość ludzi poddaję się i rezygnuje z postanowień noworocznych....
No coż! Polemizować nie będe! Co prawda nigdy nie zaglądałam w kalendarz, ale ta druga część , czyli rezygnacja, dotyczy mnie  jak najbardziej!
Choć kiedyś rzuciłam palenie pierwszego stycznia i pół roku wytrwałam...Widać jednak, że rzucanie we wrześniu bardziej mi służy , bo już trzy i pół roku nie truję siebie i otoczenia;)

Wracając do noworocznego zapału, zastanawia mnie magia tego wydarzenia? Ile lat dane nam dreptać po świecie, tyle niemalże próbujemy zmienić się na lepsze od dnia 1 stycznia:)  I znam takich koło sześćdziesiatki którzy wciąż w to wierzą i rok w rok próbują! I może i dobrze, bo punkt zaczepienia jaki by nie był, to  jakieś oparcie....Tylko skąd  ta naiwność co roku? Jakby ten przełomowy dzień w kalendarzu sam z siebie miał nasze życie lepszym uczynić? Sam fakt, że to już nie 12 a 13 napisać trzeba, daje nam zmian poczucie...Choć na początku roku mylimy się często i ręka automatycznie 12 wpisuje;)

Więc i ja w drużynie pierścienia:)
Wierząca , że w tym roku uda się z pewnościa! Cel przyziemny i kilka lat z rzędu już powtarzany! Wziąć się za siebie! Co w tłumaczeniu dosłownym oznacza, zrzucić te kilka nadprogramowych kilogramów, pozbyć się celulitu, z toksyczną miłością do czekolady skończyć niszczący związek...itp., każdy doda coś od siebie! Nawet Doda;)
Ja w tym roku zrezygnowana walką z wiatrakami ( wiatraki - to ta moja siła woli której brak) , postanowiłam postawić na jakość a nie na ilość....Ponieważ ilość wcale nie tak wielka i nie tak przeszkadzająca jak "low quality":)
I tutaj uwaga! Wcale dnia 28 stycznia nie przestałam robić "brzuszków" i przysiadów! Jak na mnie to już całkiem nieźle....
Jako, że me życie towarzyskie od jakiegoś czasu ma wymiar bardziej wirtualny niż realny ( co mam nadzieję niedługo ulegnie zmianie), nie mogła umknąć mej uwadze ilość wpisów na fb tablicach dotyczących Jej!
Tak! Znaczna ilość moich ,mniej lub bardziej, znajomych, zdjęcia nijakiej Ewy Chodakowskiej na tablicach umieszcza! Jednak ja,  w osobie własnej, nigdy za wizerunkiem fit - lady nie przepadałam, więc przez jakiś czas bez zainteresowania omijałam te wpisy....
Pewnego dnia jednak ciekawość, bądź nuda, zwyciężyły.
 Otworzyłam i przepadłam....
Od 11 dni ćwiczę z Ewą! Choć krótko to bardzo, to przestawać nie zamierzam....
Ona zaraża! I nie chodzi tutaj o sprawność fizyczną ( choć ta jest miłym efektem), lecz o podejście do życia!
Żaden moment nie jest idealny dopóki go takim nie uczynimy, więc nie czekaj do jutra, rusz się i zacznij (ćwiczyć) zaraz, teraz...
Wiecie jak to jest? Od poniedziałku, przyszłego miesiąca, czy też wspomnianego wcześniej Nowego Roku! A niby dlaczego? I nie mówię tu tylko o gimnastyce....przecież to życie!
Życiowo też mówi Ewa, że wszystko zależy od Ciebie, wszystko zaczyna się w Twojej głowie!  Nie narzekaj , bądź jedną z tych, którym się udało! Nie ma półśrodków, nikt nie zrobi nic za Ciebie, nie czekaj!
Nie wiem skąd Ona bierze tą haryzmę ale idą za nią zastępy:)
 I ja! Taka zawsze krytycznie nastawiona na wszelkie akcje i reakcje..
 Łyknęłam!
Wpadłam jak śliwka w kompot!
Ewa mówi, że treningi wywołują endorfiny! O tak! Musi coś w tym być!
Ja ! Przyznam się Wam ( głupia) czekam żeby na koniec ćwiczeń, gdy już solidnie spocona dyszę, usłyszeć od Babki z monitora "Jestem z Ciebie dumna"!
Bo przecież ja sama z siebie dumna jestem jak nigdy!
I co z tego, że Filip przez 45 minut bajki ogląda? Nie pierwszy raz i nie ostatni! Ale dzięki temu ma Mamę przez resztę dnia usmiechniętą! Czasami w ramach pomocy na głowie mi usiądzie lub do nogi się przyklei;)
I już nie takie ważne dla mnie czy zobaczę efekty po miesiącu czy po pięciu, może wcale...
Ja je czuje od pierwszego dnia!
 Halo! Mam mięśnie! Niesamowite!
Nogę i ręke do góry podnoszę jednocześnie i nie tracę równowagi!:))))
I od razu sprawniejsza się czuję, na ciele i na umyśle!
Bo dla siebie coś robię!
Coś co nie kosztuje, co nie wymaga pomocy innych, stałej pracy i willi z basenem!
Robię coś, co zależy tylko ode mnie! Do czego potrzebny mi tylko kawałek podłogi i 45 minut!
I ja egoistycznie te 45  minut znajaduję!
I szczęśliwa jestem z tego powodu!
Oczywiście w sieci pojawiają się komentarze , że Ewa robi to tylko dla pieniędzy, że te hasła to czysty marketing! Nie dbam o to! Dla pieniędzy? No mam nadzieję, każdemu potrzebne....Płyta za 25 złotych? darmowe filmiki na youtubie? Jakoś obdarta z pieniędzy się nie czuję...
Przecież to uczciwa praca! Sprzedaje sposób, podaje Ci myśl! Nie koktail, po którym 20 kg w tydzień schudniesz;) Ewa sprzedaje samo zdrowie! I mnóstwo zachęty:) Niech zarabia na tym jak najlepiej!

A za mnie kciuki trzymajcie żeby zapał się nie skończył! Żebym do kolejnego Nowego Roku nie czekała...Zresztą wszystkim tego życze...Jakikolwiek masz cel! To Ty wybierasz środki:) 


A zblazowane Miśki niech się gapią z kanapy;)



 


 

18 komentarzy:

  1. Zazdroszczę.
    Ileż ja już razy postanawiałam zrzucić te 5 kg?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa mówi nie zazdrościć! Działać;)a tak na serio to nigdy Ciebie o te 5 kg nie podejrzewałam?

      Usuń
  2. YYY, powinnaś mnie kopnąć

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja się prawie zmobilizowałam;) biegam...w jednym tygodniu mniej, w innym więcej...w zależności od pogody, w zależności od chęci...ale jest coraz lepiej...zaczęłam od szybkiego marszu, a teraz już trochę biegam...oddech mi się wyrównał :) a o Ewie też coś słyszałam...po tych słodkościach co mnie ostatnio ogarnęły muszę się wziąć za siebie ze zdwojoną siłą:) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika i Ty mnie tak kusisz po nocach:)babeczki z plynnym kajmakiem.....:)
      ja się nie bardzo kontroluje dietowo, tak mniej więcej:)
      a do biegania się już rok temu przymierzałam..i na przymiarkach się skonczyło;( ale na wyspach to bardzo popularne, im nawet pogoda nie przeszkadza, prawda? starzy , młodzi...wszyscy biegają! mnei jeszcze nordic walking kusi...bo ja chyba wolę chodzić niż biegać...

      Usuń
    2. oj tam oj tam...jedna babeczka i poćwiczyć 10 minut dłużej :)
      ja do tego potrzebuję jeszcze towarzystwa...bo samej to tak kiepsko...czasem z córką, czasem z psem...

      Usuń
  4. ja już jestem podwójną mamą, więc podwójna ilość kilogramów do zrzucenia, a tu nic...na kolację serek pleśniowy, do ćwiczeń nikt mnie chyba nie namówi...pozostaje ping-pong, wiosną, pod gołym niebem, oby...pozdrawiam kasia*kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przyznam się , że właśnie przy lampce wina siedzę;) serek do tego jak najbardziej wskazany;)
      i rozbawiłas mnie tym ping-pongiem!!!! ja tam na wii lubię;)

      Usuń
  5. To o to chodziło z tymi ćwiczeniami:):):)
    Ja kiedyś ćwiczyłam z Cindy Crawford;):) I pamiętam do dzisiaj to uczucie satysfakcji po skończeniu się kasety;) Bo to jeszcze na kasecie video miałam :):):) O matko, jaka ja stara jestem:)
    O Ewie nie słyszałam ale mnie zainteresowałaś, wiec sobie sprawdzę co to za jedna:)
    Kilka miesięcy temu kupiłam sobie rowerek. Mi nie chodzi o kilogramy bo u mnie odwrotnie, wciąż ich mi za mało trochę;)
    (Kobiecie nigdy nie dogodzisz jak widać;) ale chciałam być bardziej hmm.. powiedzmy sprawniejsza chciałabym być. No i rowerek stoi i się kurzy a mąż się wkurza, bo w sypialni mniej miejsca:) Ale może jeszcze kiedyś do niego wrócę.. kiedyś. nie dzisiaj;););)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o moja Mama jest ekspertką w kwestii mini- siłowni w sypialni:) kupuje jakieś wynalazki a potem raz nawet nie ćwiczy;)
      a kasety wideo to tez moje czasy....aż wstyd się przyznac jaką wideotekę miałam;)
      i przypomniało mi się, że na fb krąży takie hasło " 5 kg w dobre ręce oddam", bysmy się dogadały;)

      Usuń
  6. Ja jakoś nie jestem przekonana do ćwiczeń:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Popieram postanowienie :P Sama mam podobne, mięśnie w ruch z pierwszą sobotą wiosny - zaczynam pedałować na rowerku :) Póki co zbieram się w sobie... ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kciuki trzymam i podziwiam bo ja też te brzuszki miałam robić i co, nawet do tego 28 stycznia nie wytrwałam.. Ba! nawet do dziesiątego..;p

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja dwa razy w tygodniu chodzę na fit, dodatkowo ćwiczę w domu w weekend z Ewą ;) i wiem co znaczy czuć się psychicznie lepiej :) Będę trzymać kciuki za wytrwałość :) zajrzę za rok :) i sprawdzę :) ja już 3 lata ćwiczę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wiesz, jak Ty to tak napisałaś to i ja chyba się skuszę i zobaczę... bo u mnie brak wszystkiego ostatnio: i zapału, i energii, i mięśni...
    Jak miałabym poczuć się lepiej to czemu nie?

    OdpowiedzUsuń
  11. Alicja trzymam kciuki!! ja kiedyś jak zaczęłam brzuszki to przestałam w lipcu dopiero! i to dlatego że na wakacje pojechałam (do DOnaty - twojej czytelniczki ;) a mojej przyjaciółki) no i jak pojechałam i nie ćwiczytałam 2 tygodnie to już nie wróciłam do tego miłego zajęcia...a ja w ogóle jestem anty ćwiczeniowa! absolutny leń, który szuka parkingu jak najbliżej sklepu co by za dużo kroków nie wykonać ;) pierwsza to była taka próba moja i od razu udana .. no i żeby nie ta Dona cholera jedna! hahaha to by udawało się pewnie do dziś ;)

    OdpowiedzUsuń

każde Wasze słowo wiele dla mnie znaczy...